Translate

piątek, 29 listopada 2013

Rozdział III


Obudziwszy się rano, spostrzegłam, że jeszcze wszyscy śpią. A może by tak obudzić Olę? Na 100% będzie zła, no ale kto nie ryzykuje, nie jedzie. Wskoczyłam jej na plecy, gdyż zawsze śpi na brzuchu, i zaczęłam wbijać jej moje pazurki. Nie reagowała. Nie spodobało mi się to. Zaczęłam miauczeć, skakać i drapać wszystko naokoło. Wreszcie wstała. Wzięła mnie na ręce i powiedziała:

-Następnym razem ja cię obudzę, mały złośliwcze.
-Mrrrrrr...

Kiedy Ola zeszła na dół, dała mi jedzonko, nalała wody i sprzątnęła kuwetkę. Tego dnia za szybą tarasu zobaczyłam dwa inne koty. Jednego biało - szarego, a drugiego szylkretowego (biało - czarno - karmelowy). Myślałam, że jestem jedyna, ale się najwidoczniej pomyliłam. Patrzyłam na nie i zastanawiałam się, kto to jest? Nie chciałam zawracać sobie głowy i usiadłam na parapecie. Nagle coś czarnego mignęło mi przed oczami. Myślałam, ze to był jakiś czarnoskóry murzyn, ale jednak nie. To były psy! Serce zabiło mi szybciej. Na szczęście w środku byłam bezpieczna. Przez szybę mnie nie dorwą. A nawet jeśli, to Ola i tak mnie obroni. Ten dzień był stosunkowo nudny i zwyczajny. Większość przespałam. Następnego dnia było ciekawiej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz